Miałem piękny sen. Taki, który po przebudzeniu pozostawia człowieka z poczuciem straty. Śniło mi się, że wyłączono media społecznościowe. Wszystkie. Zniknęły powiadomienia, relacje, komentarze i niekończące się transmisje z życia ludzi, którzy koniecznie chcą udowodnić światu, że właśnie jedzą śniadanie. Na dokładkę odcięto dostęp do sztucznej inteligencji. Cisza. Cyfrowa ciemność. Katastrofa dla jednych, ulga dla innych. Najciekawsze wydarzyło się jednak później. Ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać. Nie pisać. Nie komentować. Nie reagować emotką z miną eksperta od wszystkiego. Rozmawiać. Twarzą w twarz. Okazało się nagle, że trzeba samodzielnie budować zdania, argumentować własne stanowisko i sięgać do zasobów pamięci, doświadczeń życiowych oraz tego, co kiedyś wyniosło się ze szkoły, domu czy przeczytanych książek. Można rzec: jak za starego piyrwej.

Warto przeczytać:  JSW zaczyna proces restrukturyzacji. Spółka chce dostosować płace do realnych możliwości finansowych