Iga Świątek w najnowszym notowaniu rankingu tenisistek jest dziewiąta. Poprzednio tak nisko plasowała się 14 lutego 2022 roku, czyli jeszcze zanim po raz pierwszy została liderką. Na czele spędziła 125 tygodni. Ostatni spektakularny sukces to jednak ubiegłoroczny triumf w Wimbledonie.
Po raz pierwszy pojawiła się w rankingu WTA prawie 10 lat temu – 7 listopada 2016 roku. Mająca 15 i pół roku zawodniczka z podwarszawskiego Raszyna dotarła do ćwierćfinału imprezy ITF w Sztokholmie, pokonując wcześniej m.in. swoją rówieśniczkę… Maję Chwalińską. Dzięki temu zdobyła premierowe punkty i zameldowała się na 903. pozycji klasyfikacji tenisistek.
Tamten rok Świątek zakończyła na 847. miejscu. W lutym 2017 wygrała turniej ITF w Bergamo, a miesiąc później jej nazwisko było obok numeru 700. na liście WTA. W połowie roku przesunęła się na 587. lokatę, a w grudniu znowu była w ósmej setce.
Sezon 2018 przyniósł jej cztery triumfy w turniejach ITF, a awans na 330. lokatę w zestawieniu zawdzięcza finałowi w Charleston, w którym gładko uległa 11 lat starszej Amerykance Madison Brengle. Na koniec roku, w którym wygrała juniorski Wimbledon, Świątek była 186. w świecie.
Początek 2019 to udane kwalifikacje i debiut wielkoszlemowy w Australian Open, który zakończył się na drugiej rundzie. Po turnieju w Melbourne przy nazwisku Polki pokazała się liczba 140. W lutym w Budapeszcie zadebiutowała w niższych rangą zawodach WTA, a już w kwietniu w Lugano dotarła do pierwszego finału. Mimo porażki ze Słowenką Poloną Hercog kilka dni później po raz pierwszy znalazła się w czołowej setce listy światowej.
W sierpniu po trzeciej rundzie w Toronto i drugiej w Cincinnati padła kolejna granica – Świątek zameldowała się w TOP 50, choć rok 2019 zakończyła na 60. miejscu.
W 2020, kiedy wiosną wybuchła pandemia, ranking na kilka miesięcy został zamrożony, bo nie rozgrywano turniejów. Wrócono do rywalizacji latem, a przełomowy – nie tylko pod względem notowań – okazał się październikowy French Open, który przyniósł pracującej wtedy z trenerem Piotrem Sierzputowskim zawodniczce pierwszy wielkoszlemowy tytuł i 17. pozycję w świecie.
Kolejny sezon to pierwsze zwycięstwa w imprezach WTA – w Adelajdzie i Rzymie. Sukces w stolicy Italii przełożył się na pierwszy awans do czołowej dziesiątki, a dokładnie na dziewiąte miejsce. Po wrześniowym półfinale w Ostrawie Polka przesunęła się na czwartą pozycję, ale rok 2021 zakończyła na dziewiątej.
Tuż za podium wróciła w styczniu 2022 po półfinale Australian Open, a później, po stracie punktów za zwycięstwo w Adelajdzie sprzed roku, spadła na dziewiąte miejsce. Teraz, po czterech i pół roku, jej notowania zatoczyły koło…
Wiosną 2022 marsz na szczyt zaczął się od triumfu w Indian Wells, który zaowocował awansem na pozycję wiceliderki. Jak przyznała Świątek, właśnie po zwycięstwie w Kalifornii pomyślała, że bycie pierwszą rakietą świata może być jej celem na najbliższą przyszłość. Zapewne nie spodziewała się jednak, że zrealizuje go już kilka dni później.
„Wirtualnie” zapewniła sobie prowadzenie pokonując Szwajcarkę Viktoriję Golubic i awansując do trzeciej rundy turnieju w Miami, który ostatecznie wygrała. Niejako przy okazji sięgnęła jako czwarta w historii, a przy tym najmłodsza, po prestiżowe „Sunshine Double”, czyli triumfy w rozgrywanych po sobie imprezach w słonecznych, choć przeciwległych rejonach Stanów Zjednoczonych.
Awans na pierwszą lokatę – dokładnie 1974 dni po debiucie w rankingu – był możliwy także dlatego, że zakończenie kariery niespodziewanie ogłosiła dotychczasowa liderka Australijka Ashleigh Barty, która jednocześnie złożyła wniosek o wykreślenie jej z listy.
Organizacja prowadząca zawodowe rozgrywki oficjalnie ogłosiła nazwisko nowej rakiety numer jeden światowego tenisa 4 kwietnia 2022. Świątek została 28. liderką od pojawienia się rankingu w listopadzie 1975 roku. Później to miano zyskały tylko Aryna Sabalenka oraz – właśnie w poniedziałek – Jelena Rybakina z Kazachstanu.
Objęcie prowadzenia zbiegło się z najlepszym okresem w karierze Polki. Wygrywała wtedy turniej za turniejem i mogła się pochwalić niesamowitą serią 37 zwycięskich meczów, którą po prawie pięciu miesiącach przerwała na Wimbledonie… 37. na liście WTA Francuzka Alize Cornet.
W 2022 roku Świątek sięgnęła jednak aż po osiem tytułów, w tym wielkoszlemowe French Open i US Open, a w 2023 – sześć, przy czym po raz trzeci okazała się najlepsza na paryskich kortach im. Rolanda Garrosa. I choć po niezbyt udanym (1/8 finału) występie w US Open, z którego wyeliminowała ją wybitnie jej „nieleżąca” Łotyszka Jelena Ostapenko, straciła prowadzenie w rankingu, to po ośmiu tygodniach wróciła na szczyt dzięki zwycięstwu w kończącym sezon WTA Finals w meksykańskim Cancun.
Rok 2024 też długo układał się po myśli zawodniczki prowadzonej wtedy przez trenera Tomasza Wiktorowskiego. Wygrała pięć imprez, w tym po raz czwarty, a trzeci z rzędu French Open. Kryzys rozpoczął się po igrzyskach w Paryżu. Polka do rywalizacji na jej ulubionym obiekcie w Lasku Bulońskim przystępowała jako murowana faworytka olimpijskich zmagań. Skończyło się „tylko” brązowym medalem, a Świątek mocno przeżyła półfinałową porażkę z Chinką Qinwen Zheng, która przed tygodniem rozwiała też jej nadzieję na sukces w US Open.
Później przyszły zmiana trenera – Wiktorowskiego zastąpił Belg Wim Fissette – oraz problemy związane z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego. Po licznych wyjaśnieniach i ekspertyzach Polkę praktycznie oczyszczono z zarzutów i skończyło się ledwie na miesięcznej dyskwalifikacji. Przymusowa pauza podczas rozpatrywania sprawy kosztowała ją jednak utratę prowadzenia w rankingu, co nastąpiło 21 października 2024. Jako panująca w kobiecym tenisie zatrzymała się na 125 tygodniach, co daje jej siódme miejsce w klasyfikacji wszech czasów.
Poprzedni sezon zaczął się obiecująco, bo Świątek była o jedną piłkę od finału wielkoszlemowego Australian Open, ale ostatecznie górą okazała się późniejsza triumfatorka – Amerykanka Madison Keys.
Po raz pierwszy od kiedy zaliczała się do ścisłej światowej czołówki nie wygrała żadnej imprezy zimą. Przełomu nie przyniosły także występy na kortach ziemnych, na których w poprzednich latach nie miała sobie równych. Wskutek tego spadła na piąte miejsce w świecie, co oznaczało, że z czołowej trójki wypadła po 165 tygodniach. Jeszcze niżej znalazła się po French Open, z którego w półfinale wyeliminowała ją Sabalenka, a punktowa strata sprawiła, że Polka była ósmą tenisistką globu.
Odbicie nastąpiło dość niespodziewanie w Londynie, gdzie w świetnym stylu po raz pierwszy wygrała Wimbledon, najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej w świecie. Świątek wróciła na trzecie miejsce w klasyfikacji WTA, a że poszła za ciosem i miesiąc później była najlepsza w Cincinnati, to znalazła się tuż za plecami Sabalenki, choć ze znaczną, wynoszącą ponad trzy tysiące punktów stratą.
Jesień przyniosła jej pierwsze w karierze zwycięstwo w Azji, co w połączeniu ze zmienną formą rywalek pozwoliło jej zachować miano wiceliderki do końca roku.
Początek obecnego sezonu można było uznać za obiecujący – w Australian Open dotarła do ćwierćfinału. Wiosna jednak nie przyniosła sukcesów, za to lekki spadek w rankingu i kolejną zmianę szkoleniowca – Fissette’a zastąpił Francisco Roig. Z Hiszpanem wiązano nadzieje, że Świątek będzie dominować na jej ulubionych kortach ziemnych, jednak w Paryżu odpadła już w 1/8 finału. Później straciła mnóstwo punktów za Wimbledon, z którym pożegnała się już w 3. rundzie. Skutkiem tego było obsunięcie się na liście światowej z trzeciej na ósmą lokatę.
Triumf w Toronto pozwolił na awans na piąte miejsce, ale półfinał w Cincinnati, gdzie przed rokiem Polka zwyciężyła, nie wystarczył do jego utrzymania i jeszcze przed US Open znalazła się na ósmej pozycji.
Turniej w Nowym Jorku Świątek zakończyła na 1/8 finału, po porażce z Qinwen Zheng. Od poniedziałku jest dziewiątą rakietą świata z 4619 pkt. Dokładnie przed rokiem miała 7933, a w maju 2024, kiedy była liderką, osiągnęła rekordowe 11 695 „oczek”.
W najbliższym czasie konto Polki uszczupli się jeszcze o 500 punktów. Rok temu w trzecim tygodniu września wygrała bowiem turniej w Seulu, a teraz do rywalizacji wróci dopiero 28 września, na zmagania rangi 1000 w Pekinie. Na jej pozycję w rankingu nie będzie to jednak miało wpływu.
Do końca sezonu prawdopodobnie wystąpi jeszcze w jednym „tysięczniku” w Wuhan oraz być może w Tokio (WTA 500). Rok temu w Chinach startowała bez sukcesów, a w Japonii jej nie było. To oznacza, że nie ma wielu punktów do bronienia i lekki awans w rankingu jest prawdopodobny.
Niewiadomą jest udział Świątek w listopadowym WTA Finals dla ośmiu najlepszych zawodniczek sezonu. W rankingu Race, który uwzględnia wyniki tylko z tego roku, jest dopiero 10. Z racji wygrania Wimbledonu niemal pewna udziału w WTA Finals jest ósma obecnie Czeszka Linda Noskova. To oznacza, że Polka musi myśleć o wyprzedzeniu siódmej Czeszki Karoliny Muchovej, do której traci 816 pkt. W grze jest też mająca od Polki o 264 pkt więcej dziewiąta Ukrainka Marta Kostiuk.
Rozwój pozycji Igi Świątek w rankingu WTA: 7.11.2016 - 903. miejsce 26.12.2016 - 847. 20.03.2017 - 700. 17.07.2017 - 587. 25.12.2017 - 727. 23.04.2018 - 422. 7.05.2018 - 330. 30.07.2018 - 295. 10.09.2018 - 180. 31.12.2018 - 186. 28.01.2019 - 140. 15.04.2019 - 88. 19.08.2019 - 49. 30.12.2019 - 60. 03.02.2020 - 48. 12.10.2020 - 17. 28.12.2020 - 17. 01.03.2021 - 15. 17.05.2021 - 9. 27.09.2021 - 4. 27.12.2021 - 9. 31.01.2022 - 4. 21.02.2022 - 8. 21.03.2022 - 2. 04.04.2022 - 1. 11.09.2023 - 2. 06.11.2023 - 1. 21.10.2024 - 2. 19.05.2025 - 5. 09.06.2025 - 7. 16.06.2025 - 8. 30.06.2025 - 4. 14.07.2025 - 3. 18.08.2025 - 2. 16.03.2026 - 3. 30.03.2026 - 4. 04.05.2026 - 3. 13.07.2026 - 8. 10.08.2026 - 5. 24.08.2026 - 8. 14.09.2026 - 9.
(PAP)
The post Ranking WTA. Historia Igi Świątek zatoczyła koło appeared first on Ilustrowany Kurier Codzienny IKC.
